





Kiedyś byłam różą dla twojego serca
Kiedyś byłam różą twoją
Cierniem jestem dziś
Gdy się przyglądasz mi
Nie kobietą
Bóg mi daje
Bóg mi odbiera
Kiedyś różą byłam
Lecz nie jestem teraz
Od czasu do czasu jakbym słyszała nadal
Jak przechodzisz przez mój próg
Miły
Od czasu do czasu choć wiem że nie mam prawa
Bo nie jestem twoja już
Miną wrzesień szelestnie, z hukiem wpadł październik, a my już bach… mamy listopad – to dość nienormalne, co? Chciałabym powiedzieć, że jest niebywale rewelacyjnie, ale nie jest, bo jest zwyczajnie. Jest ot tak, jak możliwie dobrze. Nic szczególnego, prócz unoszącego się zapachu od wczoraj, a właściwie dzisiaj.
Wczoraj przed AgĄ spotkałam mojego najmłodszego brata. Takie dziwne uczucie towarzyszące kiedy rozmawialiśmy, po tak długiej przerwie, było niemożliwie sympatyczne. Nie mówił mi już co powinnam i co będzie dla mnie lepsze, tylko jak ja sadzę z czym sobie poradzę, jak to widzę. Chciałabym, żeby dorósł. Żebym mogła z nim iść na piwo, bez chwili zastanowienia, tylko dlatego, że nie wiem, jaki morał mi strzeli tym razem. Chciałabym uśmiechnąć się do swojego odbicia i pomyśleć o tym, że znowu wszyscy jesteśmy razem.
Zauważyłam ostatnio, że moje życie zatacza dziwne kręgi. Całe jest stworzone od jakiegoś konkretnego pkt A, do dokładnego B. Nic poza ramy danej sprawy. Chciałam ostatnio zapytać specjalistę co o tym, sądzi, ale szybko zmieniłam zdanie. Stwierdziłam, że nie będzie to miało większego sensu, skoro sama to widzę. Numerologiczna 8 tak chyba ma, co.? Jestem niepoprawna gramatycznie i stylistycznie. Moje ostatnie felietony mnie przerażają – nie mogę ich czytać. Wyrzuciłam chyba z pięć. Nie miały większego przesłania, więc uznałam, ze są bezsensu i w ogóle. ;) Kamil mi dziś powiedział, a propo pisania, że co ja mogę napisać wesołego.
Kamil: Co ty możesz wesołego napisać? Nic, autentycznie nic. To do Ciebie nie podobne..
Ja: Proszę? Śmiesz twierdzić, że jestem ponura, szara, bura, bez wyrazu, a wszystko co pisze jest smutne?!
Kamil: Nie. Pomyśl, jak człowiek z długami, do dupy studiami, chujowym światem, ma pisać coś wesołego?
Dzięki Kamil, pomogłeś mi niesamowicie. Nie oczekiwałam z Twojej strony AŻ takiego wsparcia. Ale czego z drugiej strony chciałam spodziewać się od mężczyzny? Nie mogę się ostatnio dogadać z Żelisławą. To okropne, bo chce jej powiedzieć, tak wiele, a nie mogę. Nie jestem w stanie wystukać tych kilku rewelacyjnych zdań, zapewniających fakt, że żyję. Nie mam jakiegoś takiego większego powodu do tego, żeby się za to zabrać. Wydaje mi się to bezsensowne, tym bardziej, że odległość naszych słów kończy się na tematycznym hej i ostentacyjnym cześć. Bezsensu, ale ja już nic na to nie poradzę. Nie będę przepraszać za to, że jestem.
Tak samo, jak nie zamierzam wysłuchiwać tego, ze jestem egoistką. Tak jestem i co z tego? To, ze jem osiem kawałek czekolady w ciągu dnia, jest złem? Bo się nią z nikim nie dziele? Bo może nie chcę. To, że nie chce z czegoś zrezygnować, bo jest dla mnie ważne, również jest złe? Ale mnie to nie obchodzi. Mam swoje miejsce na ziemi, może nie za wielkie i zamierzam się w nim dobrze bawić. Nie sama, ze swoimi dziwactwami i z tymi którzy je akceptują. I tak nadal pijam kakao i słucham muzyki klasycznej kiedy się uczę – bo to lubię.
Cieszę się, że nie zrobiłam wczoraj nic czego mogłabym dziś żałować.
Mamy już 2 cm, nadal rośniemy, czasami przeszkadzamy. Czasami wspólnie płaczemy, ale generalnie nie poddajemy się. Tylko czasami jest ciężko kiedy człowieka boli, a nikt nie może na to poradzić.
Życzę wszystkim udanej nocyJ Radosnych snów i wiernej tęsknoty.
Kocham Cię.
Stawiam kropeczkę . i przewracam kolejny rozdział. Czytam.
A na moim dachu gniazdo znów ożyło
Do domu bociany wróciły
A ja śniłam znów że jak one tu
wrócisz miły
Bóg mi daje
Bóg mi odbiera
Kiedyś różą byłam
Lecz nie jestem teraz
Od czasu do czasu jakbym słyszała nadal
Jak przechodzisz przez mój próg
Miły
Od czasu do czasu choć wiem że nie mam prawa
Bo nie jestem twoja już

What goes around, comes back around, hey, my baby
What goes around, comes back around, hey, my baby, I say
What goes around, comes back around, hey, my baby
What goes around, comes back around
There was a time I thought, that you did everything right
No lies, no wrong, boy I, must have been outta my mind
So when I think of the time that I almost loved you
You showed your ass and I, I saw the real you
Thank God you blew it, thank god I dodged a bullet
I'm so over you, so baby good lookin' out.
I wanted you bad, I'm so through with that
Cause honestly you turned out to be the best thing I never had
You turned out to be the best thing I never had
And I'm gon' always be the best thing you never had
Oh yeah, I bet it sucks to be you right now
So sad, you're hurt, boo hoo, oh did you expect me to care
You don't deserve my tears, I guess that's why they ain't there
When I think that there was a time that I almost loved you
You showed your ass and baby yes I saw the real you
Thank God you blew it, thank god I dodged a bullet
I'm so over you, baby good lookin' out.
Ależ ja się zbierałam do napisania notki. Sama nie wierzę, że aż tak długo. Rok akademicki zaczął się w poniedziałek, a ja już czuję, jak opadają mnie siły. Wiem, że nie powinnam narzekać, ale program w tym roku, jest chyba jednak ponad mnie. Jeszcze, żebym nie miała długów, a długów mam od cholery i już myślę, jak spłacić je szybko i bezboleśnie. W sumie mam nawet plan. Ale do momentu aż nie skończę studiów nie zamierzam pchać się w kolejne. Trudno, trzeba żyć skromniej.
Wrzesień minął mi okropnie szybko. Ba! Nawet potrafiłam uśmiechnąć się do nowego mężczyzny, który zawitał do mojego życia. Chociaż na krótko, ale dzięki niemu przestałam się wahać. On nawet nie wie, ile dla mnie zrobił. Tak, jak kiedyś Olek, teraz On, sprawił, że zachciało mi się żyć. Uśmiechać, wstawać rano. W ciągu całego września postawiłam na siebie samą. Tak. Ścięłam włosy – to pierwsze co powinnam zakomunikować. Tak, ścięłam je przez tego Człowieka. Chciałam mu zrobić na złość, bo lubił ich wcześniejszą długość. Potem bardzo dużo pieniędzy wydałam na samą siebie. Obcasy też zaczęłam nosić na przekór jemu – bo on nie lubił kiedy byłam wyższa o kolejne 3 cm. A kiedy poszłam na impreze, na której ( dobrze wiedział, że będę ), bawiłam się tak, jakby go w ogóle tam nie było. Chyba dzięki temu jeszcze żyję. Ufam, że jakoś to jednak pójdzie w dobrą stronę. Łukasz – pomimo, że nie wiesz, że tutaj piszę, pomimo naszego ultra krótkiego bycia razem, dziękuje Ci. Sprawiłeś w ciągu tego miesiąca więcej radości w moim życiu, niż Arek w ciągu trwania trzech sezonów. Jesteś niesamowitym człowiek, jednak ja nie mogę być z kimś kto po pewnym czasie przypomina mi mojego ojca. Nie jestem w stanie Cię zmienić, a nawet nie wiem czy chcę. Boję się, że któregoś dnia w naszym domu mogłaby być taka cisza, jaka panowała bardzo długo u mnie. Dlatego też Cię przepraszam. Ale dziękuje, tak bardzo Ci dziękuję, za to, że jesteś, że się pojawiłeś, że stworzyłeś dla nas kilka niezapomnianych chwil.
Nie miałam w tym roku kampanii wrześniowej. Ale miałam za to praktyki, które na szczęście się skończyły. Nie wiem, czy dałabym radę w kolejnym dniu. Nie wiem, czy nawet bym chciała. Za oknem deszcz, coraz mocniej bije w moje szyby. Znak, że jesień zawitała na dobre. Tylko dlatego słońce wychodzi tylko wtedy kiedy jestem w pracy, kiedy nie mogę iść sobie spokojnie na spacer, żeby trochę powspominać tego, jaka jestem już duża i samodzielna. A kiedyś było prościej, prawda?
Tydzień mi mija, a ja zaczynam odliczać, 7, 6, pięć… za tydzień w piątek mijać będzie kolejna rocznica śmierci ciotki. Pomimo upływu lat czuję chłód ostatniego dnia, kiedy ją widziałam. Czuję te łzy, które padały na zimną posadzkę. Pamiętam miesiąc przed śmiercią, jak kursowałam od Słupska do Kobylnicy. Odwiedziłam ją raz, a dwa razy z nią rozmawiałam. Dwa cholerne razy. Ten ostatni raz:
- Ewunia, ja już nie wrócę, wiesz?
- Wrócisz ciocia, musisz. Musisz mi zrobić gołąbki, musimy się napić kawy. Czekam na Ciebie, ciocia…
I to jej, że nie wróci. To taka niewyobrażalna rana, jaką człowiek ma i której nie da się zatamować. Ale ja wiem, że ona jest ciągle blisko i wiecznie zwraca mi uwage, wiecznie coś jej się nie podoba i wiecznie się ze mnie śmieje. Tyle dobrego.
Dziękuje Ci Przyjacielu, za to, że dałeś mi te wszystkie chwile. Dziękuję Ci, że nadal ze mną jesteś. Dziękuje Ci za to, że pozwalasz mi być złą i zepsutą. Za to, że w mojej lodówce nie ma jedynie światła również Ci dziękuję.
Kocham Cię Przyjacielu. Kocham.
Szczególe podziękowania należą się też w tym miesiącu Kasi – za wytrwałość, cierpliwość i kłótnie. Kocham Cię;*
Jork - pamiętasz, że jestem?
A DLA JASNOŚCI - A. JUŻ NIGDY W ŻYCIU NIE SPRAWISZ, ŻE POCZUJĘ SIE GORZEJ. JUŻ NIGDY W ŻYCIU NIE BĘDĘ PRZEZ CIEBIE PŁAKAĆ - MOŻESZ SIE WYPCHAĆ.
Stawiam kropeczkę . i idę, przesmykam swoje 5 kg za dużo między krople deszczu - może się wchłoną.
I wanted you bad, I'm so through with that
Cause honestly you turned out to be the best thing I never had
I said you turned out to be the best thing I never had
And I'll never be the best thing you never had
Oh baby I bet it sucks to be you right now
I know you want me back
It's time to face the facts that I'm the one that's got away
Lord knows that it will take another place, another time, another world, another life
Thank god I found the good in goodbye
I used to want you so bad, I'm so through with that
Cause honestly you turned out to be the best thing I never had
Oh you turned out to be the best thing I never had
And I will always be the best thing you never had
Oooh best thing you never had
I used to want you so bad, I'm so through with that
Cause honestly you turned out to be the best thing I never had
Oh you turned out to be the best thing I never had
Oooh I will never be the best thing you never had
Oh baby, I bet it sucks to be you right now
What goes around, comes back around
What goes around, comes back around
Bet it sucks to be you right now
What goes around, comes back around
I bet it sucks to be you right now
What goes around, comes back around
I bet it sucks to be you right now

Możesz zatkać uszy, nie będą ci teraz potrzebne.
Nie oczekuje wiele - po prostu bądź
Nie musisz mieć nogi - po prostu bądź
Nie musisz mieć oka - po prostu bądź
Po prostu bądź przy mnie i trzym mnie za rękę, albo za co tam chcesz.
Nigdy nie zapomnę tego jak zmysłowo poruszasz uszami.
Kochanie, wiesz, że nie oddałbym za nic chwil spędzonych razem w Tesco,
bo wiesz to jest to, co sprawiło, że dwoje się zeszło jak orzeł z reszką.
Lecz jest coś, co dziś mnie zniechęca z leksza.
Rybeczko, Płaszczko, ponoć znów psychotropy wpieprzasz.
W efekcie prowadzisz zażarte spory ze sztućcami, nie?
Sypiasz w lodówce i głosowałaś na SLD.
Lecz chcę pamiętać Cię taką jak w roku poprzednim.
Bez Ciebie schnę jak mokry chomik na patelni.
Tak długo szukałem słów, aby wyrazić ten ból:
kocham Cię tak, że ja pierdole kurwa i chuj!
Wieczór, noc w sumie. Praktycznie to ja już nie wiem, czy dla mnie to noc, czy to już dzień. W nocy nie sypiam, tzn. sypiam, ale chyba nie tak, jakbym chciała. Za dnia śpię. Jak zabita, jakby mnie kto dał tabletkę nasenna, żebym wstała dopiero coś koło 11, tylko, żeby się zwlec na praktyki. A i na nie potrafię się spóźnić. Chciałam iść zrobić wyniki. Tak, tylko, że wyniki robi się rano, a nie w południe.
Pani z praktyk, tak swoją drogą, pochwaliła nas ostatnio. W ogóle powiedziała, że ona dla nas już ma ocenę, i chciałaby, abyśmy uczęszczały jeszcze do poradni. W sumie, czemu nie. Tylko mnie to nie interesuje. Nic, a nic. Dziś mnie pytała o to, dlaczego podjęłam się pracy, tego, że rezygnuje ze wszystkich najlepszych weekendów i tych rodzinnych niedziel. Jakby nie mogła zrozumieć, że ja nie mam rodzinnych niedziel. Tak, a potem zaczęła temat ojca. Zaczęła się wypytywać – po co? Dlaczego, na co, i w jakim celu też. Później, chyba chciała ze mną przeprowadzić terapię, którą szybko ucięłam, bo ja jej nie potrzebuję. Radze sobie od dwudziestu jeden lat i jest mi praktycznie zajebiście. Poza tym przed praktykami poszłam do jubilera. Nie mogłam się zebrać w sobie od momentu oddania pierścionka jemu i postanowiłam kupić swój własny. Tak żeby zalakował dziurę po tym nędznym czasie zakochania, który mi wreszcie minął! Takkk!!! Dziękuje!! Wolność i swoboda zrobiły wielki kom bak! I poszłam na zakupy, co kompletnie odbiega od tego, co robię zazwyczaj. Ale nie – powiedziałam sobie. Nie. Teraz to Ty jesteś kobietą prawie sukcesu, trzeba zadbać o szafę, żebyś później nie narzekała na brak czegokolwiek, jak już skończą Ci się pieniądze i będziesz w jeszcze większych długach niż teraz. Nie mam ostatnio weny. Nie mam jej. Mogę napisać, felieton, mogę napisać krótką notatkę np. tak jak dziś. Mogę napisać zwolnienie ze szkoły, ale nie mogę napisać piętnastu stron książki. Nie jestem w stanie. NIE POTRAFIĘ. Wkurzam się, no wkurzam się na samą siebie, że jestem tak głupia. Mój mózg chyba się skurczył. Albo nie wiem, piosenki mam przestarzałe. Pościągałam Bajm, Sare Connor, Edytę Bartosiewicz, nawet Ostrego… nic. Zero. Jak nie napisze 300 stron do 12- go lutego, to mogę zrobić baj baj empikowi. Sobie, zresztą też. EWA – ogarnij się.
Do teatru tez Panna Ewa miała iść jutro, ale jutro to ona będzie w gościach. Moja mała Olcia zrobiła rewolucję w przedszkolu. Nie, nie rewolucję, zrobiła czystą rozróbę. Jestem z niej dumna, naprawdę. Moja krew.
Przyjacielu – widzisz, mam takie wrażenie, że jestem hmm.. że znowu zostawiłeś mnie na pastwę losu. Rzuciłeś na głęboką wodę, a dobrze wiesz, że nie lubię tracić gruntu pod nogami. Ty mi chociaż strzel piorunem z nieba, bo jak Boga kocham, nie wiem co robić. Nie wiem.
Stawiam kropeczkę . i przewracam kartkę o stronę dalej. Milczę, tym razem milczę.
I wiecie co? Jestem szczęśliwa. Jestem zajebiście szczęśliwa.
Nie oczekuje wiele - po prostu bądź
Nie musisz mieć pleców - po prostu bądź
Nie musisz mieć barków - po prostu bądź
Po prostu bądź przy mnie i trzym mnie za rękę.
No wiem, że nie przyjdziesz z tatą, a za wami hydraulik,
więc nie musisz mieć trzustki - po prostu bądź
Nie musisz mieć zwieracza - po prostu bądź
Po prostu bądź przy mnie i trzym mnie za rękę, jeśli w ogóle masz czym...

Anytime you feel like you just can’t hold on
Just hold on to my love and I’ll help you be
strong
But you’re so afraid to lose, and baby I can’t
reach your heart
I can’t face this world that’s keeping us apart
When I can be the one to show you
Everything you missed before
Just hold on now, cause I can be the one to give
you more
Let you know
Chorus
Anytime you need love baby I’m on your side (hey)
Just let me be the one I can make it alright (I
can make it alright)
Anytime you need love baby you're in my heart
I can make it alright
Kakao – prawdopodobnie najlepszy lek na wszystko. Prawdopodobnie jeden z lepszych. Na pewno – skuteczny. Dlaczego pisanie notek zawsze zaczynam nocą? Dlaczego się pytam. Czyżby kakao również najskuteczniej smakowało nocą?
W moim życiu panuje aktualnie rewolucja.
Oddałam pierścionek – oddałam już go na zawsze. Boże, jak mnie boli to co zrobiłam. Położyć go obok znanego mi dobrze portfela, tylko po to, aby nie patrzeć na żywą reakcje. Czułam na początku ulgę – TAK! Wreszcie 10 kg mniej. Dwa dni później żałowałam, że kiedykolwiek go przyjęłam, założyłam, a później oddałam. Ale mój Boże, jak miałam mieć coś co tylko mi wiecznie przeszkadza. Co wiecznie przez to wraca do mnie, jak bumerang. Oddałam go, poczułam się lepiej, odetchnęłam. W każdym razie – wytrwałam. W pokoju również panuje rewolucja. Moje meble przestały mieć miejsce stałe. Teraz zastępuje ich nie równość w układach, sinusoidalnie są ustawione. Książek ful, licencjat w dupie. A moją głowę następują myśli o dziekance. Albo łapać chwilę, albo jakoś to pogodzić wszystko. Dziś podjęłam decyzje. Zapadła. 12 luty – to będzie miało dla mnie od dziś znaczenie. Emocje się toczą. Niczym wulkan, gromadzą się pod powierzchnią tafli spokojnego morza i nagle buuuuuuuuum! Wszystko wyłazi na wierzch.
Sierpień mija mi niezapomnianym pięknem padającego od wieczności deszczu. Dzieci chodzą z czerwonymi parasolkami, stąpając bezdźwięcznie po kałużach, a my dorośli patrzymy na to z czułością, czasami, ze złością. Ja też bym tak chciała. Złapać te czerwoną parasolkę i pofrunąć wysoko, gdzieś dalej niż dotychczas. Myslałam ostatnio, że zapomniałam jak to jest się uśmiechać. Że mnie już omijają rzeczu, które dają mi radość. Że jestem już skazna na zgryźliwość, upierdliwość, na bycie taka zgorzkniałą mną. Ale widocznie daną mi znowu szanse! Tak cieszmy się tym małym szczęściem. Kto wie ile potrawa nim znowu wróci.
Sierpień kończy się, aż boli. A dla mnie zaczyna się nowy czas.
Podziękowania należą się Tobie – za to, że nie jesteś w stanie o mnie zapomnieć. Wiarą napełniasz moje serce, a ja jesteś szczęśliwa. Po prostu szczęśliwa.
Stawiam kropeczkę . i przewracam kartkę kalendarza na drugą stronę – wrzesień. Tego roku będzie wyjątkowo pachniał jarzębiną.
I look into your eyes, and I feel it coming
through
And I can’t help but want you more than I want to
So baby take all of your fears, and cast them all
on me
'Cause all I ever wanted is just to make you see
That I could be the one to give you
All that you’ve been searching for
Just hold on to my love, and baby let me give you
more
You know, anytime
Anytime you need love baby I’m on your side (I'm
on your side)
Just let me be the one I can make it alright (I
can make it alright)
Anytime you need love baby you're in my heart
I can make it alright
And now there’s no way out
And I can’t help the way I feel
'Cause baby you’re the fire and I’ll be waiting
right here
You know my love is real, baby
Yeah yeah yeah

Na złość
znów otrzepię się z kurzu i ruszę do przodu
na złość
wzlecę w górę wysoko jak feniks z popiołów
Choć ciągle kłamałeś to ja wierzyć chcę
choć serce złamałeś
wciąż miłość w nim jest
jeśli ciebie kochałam pokocham znów kogoś
nawet jeżeli rundę przegrałam to
mogę walkę wygrać z tobą
na złość
tobie z upadku podniosę się znowu
na złość
znów otrzepię się z kurzu i ruszę do przodu
na złość
wzlecę w górę wysoko jak feniks z popiołów
Do napisania tej notki zachęciła mnie M. Domagalik ( z wiadomych przyczyn nie zamierzam umieszczać jej imienia), paczka chipsów oraz samotnie spędzony dzień, w pokoju który wysprzątałam, jak na Boże Narodzenie, czy tam Wigilie. Jak kto woli. Postanowiłam zrobić sobie rachunek sumienia.Zabrałam się dzisiaj za książkę ,, 188 dni i nocy” część pierwszą naturalnie, gdzie następuję wymiana korespondencji pomiędzy ukochanym mi J.L. Wiśniewskim i M. Domagalik. Myślałam, że mówić o uczuciach Leon potrafi wyłącznie w książce ,, SwS”, ale jednak tak bardzo się zawiodłam na swojej intuicji. Dla jednych może być to banałem, czymś w rodzaju braku ee… poszanowania( ?!). Dla jednych pisanie w takich sposób odstrasza, no bo skąd wiedzieć o czym oni mówią, skoro piszą tak, a nie inaczej. A właśnie, skąd? I książki podobno czytają mądrzy ludzie. Ta mądrość ludzka czasami mnie przeraża. Dla mnie odkrywanie Kobiety w taki sposób jest jednym w większych hołdów, jakie sam mógł dla nas, Kobiet , złożyć. Powinniśmy uwiecznić uczucia na zdjęciach, może wtedy częściej byśmy o nich pamiętali?
Przechodzę ostatnio ( tydzień) okres doła. Mam takiego mega doła, że zastanawiam się, jak sobie z nim poradzić. Krzyczę w pracy nie potrzebnie. Używam za wielkiej ilości słów, albo mówię zbyt cicho przez co później są nieporozumienia. Nie mogę sobie znaleźć miejsca. Sypiam do 11, 12… dziś prawie 14 była, jak wstałam. Ale miałam prawo dziś TYLE spać. Cały nie przespany tydzień odsypiałam. Jedyną wiadomością, pozytywną ale na niezłej adrenalinie dostałam wczoraj w nocy odnośnie szkoły. Że w poniedziałek będzie dostępna lista osób zakwalifikowanych do szkoły… Myślałam, ze zejdę na zawał, jak zobaczyłam list od nich.. Otwierałam go z zamkniętymi oczami. Z pięściami wbitymi wręcz w klawiaturę. Miałam nadzieję, że napiszą, że już.. a oni do mnie, że w poniedziałek. PONIEDZIAŁEK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jezu… ja do poniedziałku nic, prócz niezdrowych i tuczących chipsów nie zjem z tych nerwów…;/
Mój rachunek sumienia wygląda tak:
Przez ostatni rok zepsułam się na tyle, że już chyba bardziej nie będzie to możliwe, chociaż być może.. kto to wie. Jak to mówią, komu w drogę temu trampki, czy coś.Zepsułam się na tyle, że przestałam chodzić do Kościoła, a raczej na msze kościelną, która bardziej zaczęła mnie nudzić, niż napełniać wszystkimi dobrodziejstwami. Z tak wieloma rzeczami się nie zgadzałam.. Co nie równa się z tym, że przestałam wierzyć z Boga. W Niego wierzę w każdej sekundzie mojego marnego żywota. Lubię się iść i spotkać z Nim, ale wyłącznie w sytuacji, ja i On, a nie reszta świata z Nami. Łatwiej mi się skupić na rozmowie wtedy. I proszę się nie śmiać. Tak zostałam wychowana. Z Bogiem również się rozmawia, kropka.Zdrady, nie zdrady, chore układy, związki na i od odległości. Telefoniczne pogotowia ratunkowe, dużo alkoholu, dużo imprez ( dobra to pominiemy – alkohol i imprezy- mam prawo! ) dużo lenistwa, jak na mnie i wyłącznie 70% własnych możliwości. Więc Ewa postanowiła być Szwajcarią i zostać neutralna. Odbiło jej się za dwoje! ;) Myślała, że będzie lepsza, zauważalna, a stała się bardziej oschła i bardziej szczera – czyli do dupy..;/ Polegało to również na tym, że ludzkie zdanie coraz częściej miałam i mam w dupie. Co nie równa się z tym, że obrosłam w piórka! Bo nie obrosłam. Staram się tylko żyć po swojemu, a nie jak komu będzie wygodnie. Przepraszam równocześnie tych, którzy wierzyli naiwnie, że się zmienie, a tu taka głupia niespodzianka. Nawet na zaproszenia przetsałam odpowiadać, a w telefonie, gdzie kiedyś można było usłyszeć ,, CZEŚĆ tu Ewa, jestem na Hawajach…” Słychać suche ,, Cześć, tu Ewa! Tak, ja też mam wakacje i TAK ja też OD-Po-Czy-WAM! ….” . A najlepsza z tego wszystkiego była kąpiel w nocy w Bałtyku, który zawsze przerażał mnie, wtedy był dla mnie ostatkiem i najlepszym lekarstwem, na całodniowy ból emocji. Reasumując postanowiłam, że .. od września – będę chodzić na msze i więcej rozmawiać z Nim – bądź co bądź nigdy mnie nie zawiódł. Znajdę sobie druga robotę.. Zacznę wreszcie widzieć świat poza McDonaldem, który bardziej męczy mnie, niż pozwala na odchuchawienie się z problemów. Alkohol i imprezy zostają.
Czy emocje mogą boleć?
Ostatni dzień lipca… Ostatni.. Sierpień, pomimo braku poprawek zapowiada się mega pracująco. Musze pobiegać po bankach, w ramach kredytu. Muszę lecieć do biblioteki i wziąć się za licencjat, bo mnie Słowikowa prześwięci. Muszę się wziąć za praktyki, bo mnie Katrina zabije, jak tak dalej pójdzie. Co jeszcze muszę, a nie mogę…?! Pieprzyć to.., jakoś to będzie.
Pomimo wszystkiego Ty jesteś dla mnie ważny. W nosie mam to, że zostawiamy siebie wzajemnie na długie miesiące, tygodnie i miliony sekund. Mam gdzieś fakt, że czasami działasz mi na nerwy, a ja działam na Twoje. Mam też w nosie to co mówią inni. Jesteś – to mi wystarcza.
Pamiętaj Mamo, masz czworo dzieci, nie jedno. CAŁE CZWORO i to, które niegdyś nie potrzebowało pomocy, teraz potrzebuje jej za dwoje. TO czwarte, to które najmniej zawsze mówi. Dokładnie to.
Jeszcze jesteś, a ja już tęsknie, przy okazji tracąc co lepsze chwile z Tobą. Nie wiem, jak to będzie. Nie wiem, jak zacznę wrzesień. Ale wiem, ze to będzie najgorszy z dotychczasowych. Najbardziej śmieszą mnie sytuacje, gdzie Ty i ja wiemy co było i dlaczego nie mamy granic między sobą, a oni wszyscy stoją i cieszą się z zupełnie innej rzeczy. Tego się nie da przepisać. Zostało tak jeszcze wiele iskier, słabych, ale iskier. Kochać to za mało.
Stawiam kropeczkę . i przewracam wszystko do góry nogami, a kartkę niszczę. Chcę zapomnieć.
Zapomnieć.
Choć tak się starałeś to obcy mi gniew
choć o zemście myślałeś
ja mścić nie chcę się nie nie
znowu z prochu powstałam by zacząć na nowo
nawet jeżeli bitwę przegrałam to
mogę wojnę wygrać z tobą
na złość
tobie z upadku podniosę się znowu
na złość
znów otrzepię się z kurzu i ruszę do przodu
na złość
wzlecę w górę wysoko jak feniks z popiołów
a stamtąd już z uśmiechem pomacham ci